Pokaż wyniki od 1 do 3 z 3
  1. Post #1

    Hodowla marihuany.

    1. Dlaczego warto sadzić nasiona marihuany?

    Myślę, że to jest przyjemność sama w sobie i sadzenie uzależnia bardziej niż palenie, ale raczej ciężko wytłumaczyć osobie, która nigdy nie sadziła, że plątanie się po krzaczyskach i bezludziach, tachanie wody i martwienie się czy nie za wolno rosną i czemu żółkną może być przyjemne. Ja np. w tym roku założyłem swoją pierwszą większą plantację i już wiem, że za rok zrobię to samo a już teraz zabieram się za robienie plantacji pod lampami. Postaram się to przełożyć na bardziej materialne korzyści. Z jednego żeńskiego krzaka jest około 50-500g towaru zależnie od gatunku hodowanej przez nas marihuany, czyli plantacja składająca się z około 10 krzaczków da nam (licząc, że średnio połowa osobników jest męskich) od 250g do 2,5 kg(!!) dobrego zioła co powinno zaspokoić roczną potrzebę nawet osób palących cały czas (średnio, u początkującego hodowcy osiąga się 100g z krzaka, czyli 500g z plantacji 10-krzakowej, ale doświadczeni hodowcy mogą uzyskać dużo więcej, natomiast jak masz zły gatunek, to może być po 50g z krzaka). Posiadanie własnego towaru powoduje oszczędność kasy i pewność tego co palimy; czasem dochodzą do mnie pogłoski o nasączaniu przez dilerów towaru rozpuszczalnikami, eterem, opiatami czy dodawaniem bieluni. Pewnie dużo z nich jest przesadzonych, ale lepiej wiedzieć co się pali. Tak więc, jeśli jest to dla ciebie wystarczająca zachęta, to bierz się do dzieła.


    2. Znalezienie odpowiedniego miejsca na nasze nasionka.


    Moim zdaniem jest to najtrudniejsza część całej pracy. Po prostu nie ma miejsc idealnych, zawsze istnieje ryzyko, że ktoś je znajdzie. Przy szukaniu miejsca należy kierować się następującymi kryteriami:

    zamaskowanie - miejsce musi być z dala od osiedli, między krzakami albo gdzieś na uboczu, sami pewnie wiecie gdzie rzadko ktoś chodzi. Pamiętaj, im trudniej tobie się tam dostać tym mniejsza szansa, że ktoś niepowołany się tam dostanie - “gliny” albo amatorzy cudzych krzaków. Komary, osy, kleszcze to przyjaciele każdego hodowcy Smile, no bo kto się niby chce pchać w chaszcze pełne tego paskudztwa? Jeśli ty przebrniesz, chociaż sprawi ci to wiele trudu, to powiększa szansę, na nie znalezienie twojego miejsca [p: tylko nie przesadzajcie z tym przeskakiwaniem płotów Wink]. Musisz także pamiętać o podstawowych zasadach, czyli chodzeniu różnymi drogami na miejsce plantacji, żeby nie wydeptywać ścieżki, nie chodzenie w więcej niż 3 osoby, bo takie tłumy zwracają uwagę przypadkowych przechodniów, nie pokazywanie absolutnie nikomu plantacji poza osobami z którymi sadzisz, jeśli nie robisz tego sam.

    nasłonecznienie - miejsce nie może być zaciemnione, roślinki rosnące w cieniu po prostu będą cherlawe, im więcej słońca tym mocniejszy towar. Uważaj, gdyż przy poszukiwaniu miejsca wszelkie drzewa mogą mieć jeszcze mało liści a potem jak “zarosną” na nasze roślinki, mogą mieć za mało słońca. [p: miejsce, gdzie krzaczki będą miały przynajmniej 6 godzin pełnego słońca w ciągu dnia, a przez resztę nie za duży cień - miejsca otwarte na południe i zachód]

    wilgotność - dobre jest sadzenie koło rzek lub innych zbiorników wodnych, niestety istnieje ryzyko sadzenia przy rzekach, gdyż może przy powodzi zniszczyć nasze roślinki, w tym roku straciłem przez to około 15 krzaków, ale sadzenie na miejscach gdzie bardzo daleko jest do wody spowoduje, że w suche lato będziesz musiał donosić bardzo dużo wody w butelkach, a utrzymanie w ten sposób większej plantacji jest wręcz niemożliwe. Koło rzek dobrze jest sadzić, ponieważ z reguły jest tam dużo zarośniętych krzakami miejsc; można przedrzeć się przez nie i wykarczować, pozostawiając krzaki przy brzegach, co osłoni nasze roślinki przed ciekawskimi i zapewni im w środku wystarczająco słońca. Jeśli wykarczujemy dużo krzaków, np. kwadrat wielkości 4x4m w gąszczu powinien spokojnie wystarczyć pod warunkiem, że w pobliżu nie ma żadnych większych drzew. [p: ja jestem zwolennikiem dostosowania miejsca, w którym sadzimy tak, aby krzaki za bardzo się nie wybijały wśród pozostałej roślinności a ładnie się w nią wtapiały, tzn. zachowania naturalnej harmonii natury Razz]

    gleba - podobno dobre miejsce na sadzenie zioła jest tam gdzie rosną duże pokrzywy [p: ziemia bogata niby w azot(N)], ale w moim przypadku to się nie sprawdziło. Posadziłem tam, gdzie pokrzywy były niemal do szyi, a roślinki żółkły i trzeba było ciągle nawozić i nawapniać glebę. Dobrym testem jest też podobno wpuszczenie garści dżdżownic i jeśli wchodzą w glebę i robią swoje to ziemia jest dobrej pulchności, w przyszłym roku nie będę patrzył na glebę, tylko wykopię dołek i wsypię ziemi ogrodniczej i na takiej posadzę krzaki, albo 50% ziemi z danego miejsca 50% ogrodniczej, bo taka mieszanka też jest ponoć dobra. Bardzo dobra gleba jest w pobliżu rzek - jest pulchna i bogata we wszystkie potrzebne roślinie składniki.

    Jeżeli już mamy odpowiednie miejsce możemy przejść do punktu kolejnego


    3. Skąd wziąć nasiona?


    Przede wszystkim chcę zaznaczyć, żeby nie wierzyć w cudowne nawozy, cudowne techniki hodowli i temu podobne techniki, które rzekomo poprawiają nawet kilkukrotnie moc towaru. Brednie. Jedyna prawda jest taka: z dobrych nasiona bez większego wysiłku będzie dobry towar, ze słabych nasion choćbyśmy wybulili grubą forsę na nawozy, glebę, nawadnianie itp. nie będzie mocnego towaru. Moc towaru zależy od gatunku marihuany jaką sadzimy. Teraz pozostaje pytanie skąd wziąć nasiona??? Stary palacz pewnie powie: “Żaden problem często jak kupię towar to są w nim nasiona i mogę wyjąć je, a jak nie, to wiem kto sprzedaje taniutko nasiona i kupię". Otóż jest to mało profesjonalne podejście, z towaru kupionego nie ma z reguły wystarczającej ilości nasion [p: nasiona białe, bladozielone są zazwyczaj niedojrzałe i nic z nich raczej nie będzie], a z kupowaniem od hodowców nasion miałem taką przygodę: Kupiliśmy po 20gr od nasionka około 100 nasion - towar z tego gatunku wcześniej już paliliśmy więc wiedzieliśmy, że efekt nie będzie słaby i towar będzie niezły. Zasadziliśmy i wyrosło nam z tego około 20 roślin. Kilka zdechło, 15 sztuk zniszczyła powódź, a 2 pozostałe na nasze nieszczęście okazały się męskie. Tak więc nic z tego nie było, ale jak macie kogoś zaufanego z dobrymi nasionami to możecie od niego kupić, wasz wybór. Tak więc, co ja polecam, dla osób które dopiero chcą spróbować zioła i chcą to zrobić z własnej plantacji albo nie wiedzą skąd kupić nasiona lub nie ufają dilerom. Sprawa jest bardzo prosta, można je zamówić z różnych banków które znajdziecie w necie.Pamiętajcie dobre miejsce i dobre nasiona to 90% sukcesu,reszta zależy od tego czy nikt nie znajdzie naszego miejsca i warunków atmosferycznych.

    Jeśli wykonacie to co jest napisane powyżej, to macie za sobą już 50%-90% roboty związanej z hodowlą cudownej rośliny jaką jest marihuana. Piszę 50%-90% bo wszystko zależy od tego jak bardzo będziecie dbać potem o swoją roślinkę, znam osoby które po posadzeniu do ziemi nasion nawet ich nie podlewają tylko liczą na dobre deszcze i też nieźle im idzie, znam też osoby (np. siebie Smile, które chodzą odwiedzić krzaka przynajmniej raz w tygodniu, podlewają, nawożą, odchwaszczają itp. Zakładam, że mamy już dobre miejsce i dobre nasiona.


    4. W jakim okresie najlepiej sadzić marihuanę?


    Najlepiej tuż po ostatnich przymrozkach. Mróz bowiem może zniszczyć nasze krzaki, chociaż to zależy bo jeżeli gatunek który wybraliśmy jest skrzyżowany z rosyjską odmianą marihuany (C. Ruderalis), to będzie on stosunkowo odporny na lekkie (albo i mocniejsze, nie wiem nie sadziłem krzyżówek Ruderalis) mrozy. Najlepszy okres to od końcowych dni kwietnia (przy dobrej pogodzie) do końca maja,a w przypadku odmian np Ruderalis Skunk i Early Girl mozemy wysadzać nawet w czerwcu zdążą dojżeć, zależnie od techniki wysadzania. [p: ważne, żeby waszym krzakom było ciepło w “stópki” - ziemia ma być dostatecznie nagrzana; jeżeli uważasz, że to już czas na wysadzanie, wraz z pojawieniem się cieplejszych dni, poczekaj jeszcze tydzień]


    5. Różne techniki wysadzania nasion marihuany.



    a) Średnią metodą jest wrzucenie nasionek na wilgotną gazę (musimy pilnować aby cały czas miały mokro) i zaczekanie aż zaczną kiełkować (1 dzień do 2 tygodni), kiedy już wykiełkują wsadzamy je na głębokość 0,5-1cm do wcześniej przygotowanej doniczki z ziemią, chociaż lepiej zastosować mały papierowy albo plastikowy kubeczek. Nasionka sadzimy tak w połowie kwietnia, a młodą roślinę najlepiej wysadzać na zewnątrz 10-15 maja. Oczywiście taka mała roślinka musi stać na parapecie albo innym naświetlonym miejscu (pod lampą sodową, albo paroma świetlówkami też może być, chociaż najlepsze jest światło słoneczne). Przy przesadzaniu naszej roślinki należy pamiętać o dwóch rzeczach: pierwsza, ta ważniejsza, to przesadzanie o wschodzie (komu się chce tak wcześnie wstawać Smile albo o zachodzie ( o tak lepsza pora Smile słońca żeby światło słoneczne nie uszkodziło korzeni [p: hiehie]. Jeżeli chcesz wysadzać nocą radzę wziąć latarkę tylko nie normalną bo takie światło też prawdopodobnie może uszkodzić korzenie tylko przesłoniętą jakąś zieloną szybką albo czymś w tym rodzaju. Sami pomyślcie, bo ja nie wiem czego użyć. Przesadzałem w nocy bez latarki i zmarnowaliśmy 3 zapalniczki, którymi przyświecaliśmy sobie (kamień wyskoczył od nagrzania), podeptaliśmy 1 roślinkę a pozostałym 6 fizycznie uszkodziliśmy korzenie przy wykopywaniu ( nie przesadzałem zaszczepek w ziemię tylko około 10 cm krzaki z jednego miejsca w drugie) i w ten sposób zmarnowaliśmy 7 krzaków [p: i po co się tak wygłupiać z tym światłem i korzonkami? Wink]. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w przypadku uszkodzenia fizycznego korzenia należy, roślinę podlać obficie i podlewać trochę codziennie przez około tydzień. Druga rzecz, o której nie koniecznie musicie pamiętać, to kupienie w ogrodniczym środka, który łagodzi roślinom wstrząs związany z przesadzaniem. Nie pamiętam jak się nazywa, spytajcie w ogrodniczym na pewno go mają. Przy przesadzaniu okazuje się jak przydatne było zastosowanie papierowego kubeczka. Odrywamy teraz tylko dno i razem z kubeczkiem zakopujemy w ziemi (nie robić tego z plastikowym kubeczkiem, z doniczką też nie polecam). Oczywiste jest, mam nadzieję, że roślinkę przesadzamy razem z ziemią w której rosła sobie w kubeczku/doniczce i podlewamy.

    b) Druga technika jest moim zdaniem łatwiejsza i ma duży plus, nie trzeba mieć miejsca w którym mogłyby stać sadzonki. Pierwszy wariant to najzwyczajniejsze wrzucenie nasionek do szklanki z wodą na 12-24 h (powinno stać w ciemnym miejscu) a następnie tak “odleżałe” nasionka powinny być umieszczone w ziemi na zewnątrz na głębokości ok. 1cm. Drugi wariant to zaczekanie aż nasionka zaczną kiełkować i dopiero wsadzenie ich do ziemi (z reguły kiełkują 1-5 dni, ale niektóre mogą dłużej - nawet do 2 tygodni). Wysadzanie takie należy zacząć pod koniec kwietnia lub w pierwszych dniach maja. Jeżeli jednak zagapiłeś się to pamiętaj, że roślina powinna zdążyć dojrzeć przed mrozami, nawet jeżeli posadzisz ją na początku czerwca (chociaż to zależy od gatunku), ale jak wiadomo im wcześniej tym lepiej (byle nie za wcześnie). Lepiej stosuj się do zasady sadzenia na początku maja. Ta metoda jest przeze mnie przetestowana i spotkałem się z wieloma opiniami już po ukazaniu się tego poradnika, że metoda {A} jest do bani bo kiepsko kiełkują; lepiej je wrzucić do szklanki z wodą na 12-24h jak pisałem wyżej.


    6. Koniec czy dopiero początek?



    Właśnie teraz musisz postawić sobie to ważne pytanie. Jeżeli wysadziłeś już nasiona do gleby to spokojnie możesz sobie olać tą plantację, przyjść w okresie wrzesień-październik, zależnie od gatunku (jedne dojrzewają już na początku września inne pod koniec października) [p: seed-banki zazwyczaj podają kiedy dana odmiana dojrzewa, a jak nie, to nie zaszkodzi ich spytać], i o ile ktoś ich nie ukradł, zastać swoje krzaki pełne nasion i towaru, zebrać co trzeba i palić. To pójście na łatwiznę, jeżeli do nich nie będziesz zaglądał, bez problemu wyrosną same, to mocne roślinki (i duże 1-3m w polskich warunkach) ale pamiętaj, że krzaki , które nie były nawożone, podlewane, odchwaszczane i w odpowiednim momencie nie zostały wyrwane męskie osobniki (i powstały na skutek tego nasiona) pewnie w 50% zdechną i będą miały dużo mniejszą moc niż te, na których te zabiegi były stosowane. Wybór należy do ciebie: mniej towaru i niższej jakości bez wysiłku czy więcej towaru, lepszej jakości, co zależy od dozy włożonego wysiłku. Właśnie zabiegami nadprogramowymi [p: imho, jak najbardziej programowymi, przecież chcemy jak najwięcej, najlepszego “stafiku” jaki możemy z krzaków wyciągnąć inwestując grube eurokredyty na nasiona Wink] zajmiemy się w następnych działach tego poradnika.


    7. Podlewanie kiełkujących nasion


    Może się zdziwisz (a może nie Smile ale podlewanie też nie jest konieczne, krzaki posadzone koło rzeki, stawu, jeziora itp. nie potrzebują prawie w ogóle podlewania, a nawet krzaki nie posadzone w takich miejscach też wymagają go jak z tydzień do dwóch nie pada deszcz. Początkowo, kiedy roślinki są małe lubią być podlewane 2-3 razy w tygodniu (jak pada to nie podlewać, to chyba oczywiste, ale piszę na wszelki wypadek), starsze roślinki nie ma sensu podlewać częściej niż raz na tydzień (jeżeli nie padało, jak padało w danym tygodniu to nawet raz na tydzień nie podlewać). Pewnie zastanawiacie się ile podlewać???? Z tym miałem największy problem, bo jestem dość skrupulatny a nigdzie nie było podane ile, wszyscy podlewali "na oko". Koleś powiedział mi kiedyś tak: "Byle nie podlać za mało, nie da się za dużo bo gleba to nie doniczka i nadmiar wody pójdzie w glebę, lej nawet i półtora litra na krzaka byle nie za często". I myślę, że to dobra definicja, ale jak kto chce dokładności to proszę bardzo. Małe roślinki podlewać około 0,12 l (pół szklanki) , średnie około 0,25 l (jedna szklanka) i stopniowo zwiększać wraz ze wzrostem rośliny (tylko nie zwiększać co tydzień, powiedzmy 0,25l co miesiąc) aż do 1 litra (4 szklanki, chociaż kto to będzie odmierzał, z butli się leje solidnie i starcza, chyba nikt ze szklanką na plantację nie chodzi, nie? Smile. Ale najlepiej, mimo wszystko, posadzić koło wody i nie podlewać w ogóle. Chyba, że przy nawożeniu (wtedy obowiązkowo), albo jak jest wielka susza (przez 2-3 tygodnie).


    8. Nawożenie młodej marihuany


    Nawozy naturalne - wbrew pozorom są bardzo dobre i początkującym hodowcom i osobom którym zależy na dobrym (niechemicznym) smaku zioła polecałbym stosowanie tylko tych nawozów. Nawóz , który zastosowałem to “biohumus". Moim zdaniem to najlepszy nawóz na rynku i najbezpieczniejszy. Po pierwsze nie da się go przedawkować, ja lałem nierozcieńczony z butelki w kilkukrotnie większej dawce niż powinienem i wszystko było OK [p: ja jednak proponuje lać tyle ile trzeba - na etykiecie powinno być napisane, jak dawkować (ile i jak często)]. Poza tym jest doskonały i tani (chyba 4 zł czy jakoś tak), stosowałem go od "poczęcia” roślinek, chociaż standardowo powinno się jakiekolwiek nawozy stosować dopiero jak roślinki mają 2 tygodnie (nawet te naturalne nawozy) i nic im nie było a wręcz przeciwnie. Można go stosować jak często chcesz i efekty są doskonałe. Dobry jest też podobno tzw. "kurzak", który jest poprostu zeschniętym gówienkiem kurzym a można go dostać w ogrodniczych, ja go nie stosowałem i nie pamiętam już jak to robić ale zapytajcie w sklepie. W ogóle dużo informacji po prostu otrzymywałem pytając sprzedawczynię w ogrodniczym, w większości naprawdę znają się na rzeczy, a jak was spyta o jaką roślinę chodzi to ściemniajcie, że paprocie w ogródku Smile))) ale mnie nigdy nie spytała Smile)). Nawozy naturalne mają jedną wadę - działają wolno (chyba nawet do kilku tygodni), więc jeśli roślina żółknie albo coś w tym stylu lepiej natychmiast zastosować nawóz chemiczny. Z tego powodu nawet jak się nie używa nawozów chemicznych, warto mieć mały zapasik takowego w piwnicy na awaryjną sytuację.

    Nawozy sztuczne - nie polecam ich początkującym, niedokładnym i zapominalskim hodowcom. Ja na przykład załatwiłem od kumpla saletrę amonową (na wsi mają jej na potęgę) bo nie warto mi było kupować w ogrodniczym worka, który kosztował kilkadziesiąt złotych a starczył by mi chyba na resztę życia, gdyż tych nawozów używa się naprawdę mało i rzadko, ale ja podsypałem solidnie i podlałem obficie wszystkie oprócz jednego. Nie starczyło mi na niego wody ( a sypnąłem mu chyba najwięcej saletry) i dostał tylko parę kropel i zdechł. Tak więc należy ich używać ostrożnie zgodnie z tym co piszą na pudełku (ja takiego nie miałem do saletry). Z sztucznych nawozów polecam przede wszystkim nawóz do surfini [p: ten do surfini ma zazwyczaj NPK 1+1+1 - w fazie wegetatywnej używajcie nawozów z dużą zawartością azotu(N), a w czasie kwitnienia te, które mają więcej fosforu(P), niż azotu(N)] Przy stosowaniu tych nawozów należy pamiętać, żeby zacząć ich używać kiedy roślinka ma 3-4 tygodnie i stosować raz na dwa tygodnie a maksimum raz na tydzień i na dwa tygodnie przed zebraniem plonów przestać nawozić bo towar będzie miał beznadziejny smak (okropnie chemiczny, zresztą i tak będzie gorszy smak niż na nawozach naturalnych. Trzeba też pamiętać żeby nawozić regularnie i podlać obficie po każdym nawożeniu.

    Nawapnianie - jeżeli gleba pod krzakami jest za kwaśna będą wolno rosnąć i będą żółknąć, wtedy trzeba ją nawapnić. Tylko nie stosujcie wapna gaszonego bo jego nieumiejętne stosowanie może zniszczyć wasze "zielone dzieci". Polecam drobno zmielone skorupki od jajek i pokruszoną kredę, to na pewno nie zaszkodzi ale wolno dosyć działa i trzeba często stosować. Cóż, tak to jest jak się nie wykopało dołka i nie zastosowało ziemi ogrodniczej.


    9. Szkodniki



    Jest to bardzo rozległy problem i nie dam rady go w pełni omówić ale gwarantuję wam, że jeśli pójdziecie do ogrodniczego i powiecie, że takie czy takie coś łazi po waszej “paprotce” Wink to sprzedawczyni da wam coś dobrego na te paskudztwa. Teraz omówię te na które wam nic nikt raczej nie zaradzi albo które są tak powszechne, że muszę je omówić.

    Ślimaki - uwierzcie mi co byście nie robili te małe s********y i tak dobiorą się do waszego cudownego krzaczka. To istny koszmar, szczególnie w pewnych okresach, dosłownie nie wiadomo jak one tak szybko do niego dochodzą Wink ale chyba są ostro uzależnione bo tempo w jakim potrafią zjadać krzaczki jest naprawdę przerażające. Małemu krzaczkowi potrafią nawet przegryźć łodygę. Na szczęście możecie wyeliminować 95% z nich (wszystkich raczej się nie uda, chyba że macie naprawdę świetne miejsce, czyli mało zaślimaczone). Dobrym sposobem jest obsypanie trocinami miejsca, gdzie rośnie krzaczek (można je kupić w zoologicznym), ślimaczek jest śliski i lepliwy, oblepi się cały i nie przejdzie. Chyba, że zaraz po deszczu kiedy trociny są mokre, ale to co najwyżej jeden, dwa ślimaki zdążą - w końcu znacie ich prędkość nie??? Smile). Drugim dobrym sposobem jest ponoć (ja nie testowałem, miałem masę trocin i tak je podsypałem, że chyba tylko raz zrzucałem ślimaka z krzaczora) kupienie browarka ślimakom Wink. Nie śmiejcie się, te ślimaki nie dość, że ćpuny to zagorzali [p: zachmieleni Wink] alkoholicy. Bierzecie małą doniczkę i zakopujecie w ziemi żeby jej brzegi były równo z podłożem (tak żeby ślimaki mogły tam wejść) i wlewacie do niej browar, podobno będą ściągać do niej jak głupie i topić się w piwie. Ja miałem godzinę drogi do plantacji, więc ile bym nie kupił browarów (czyli ile mogłem unieść) to jakoś żaden nigdy nie został dla ślimaków Smile), znikały po drodze Smile), ale jak macie bardzo zaślimaczone miejsce to zastosujcie połączenie obu metod. [p: ja bym raczej nie poił ślimaków piwskiem, bo im jeszcze brzuszyska urosną i stratują krzaki ;-D]

    Sarny - tak sarny i jelenie to też narkomani i gwarantuję, że już dużemu krzakowi ślimaki co najwyżej zjedzą kilka liści zanim zdążysz je dorwać, a sarna wetnie cały i jeszcze ci pierdnie przed nosem jak ją będziesz gonił (no chyba, że dostanie takiej fazy, że będzie leżeć i brechtać, ale jeszcze nie widziałem brechtającej sarny Smile. [p: to jest niezłe. rotfl] Gdzie byś nie sadził, jeżeli nawet w dość dużej odległości jest las albo jest mały, to są sarny. Ja sadziłem w takim lasku, że przeszedłbym go wzdłuż i wszerz w 2h, a widziałem dwie. Sadziłem nad rzeką i w ostatniej chwili przepędziłem sarnę, która już zabierała się za krzaka. Wiadomo, że takie zwierzątka płoszy intensywny ludzki zapach w pobliżu, więc są dwa sposoby (nie wymyślać własnych głupich sposobów na zostawianie swojego zapachu, bo albo będą nieskuteczne albo obrzydliwe Smile, Pierwszy sposób to bierzesz nóż do ręki i odcinasz sobie trochę włosów (najlepiej z głowy ale jak wolicie Smile i zostawiasz koło krzaczka, drugi jest boleśniejszy. Bierzesz nóż i tniesz się gdzie ci się podoba, ja to bym polecał serdeczny palec bo mało boli a wystarczająco krwawi, ale jak ktoś jest masochistą to pewnie znajdzie jeszcze jakiś sposób Wink [p: no tu to pan grubo przesadził, ja bym się dla krzaków nie okaleczał i nie ponoszę odpowiedzialności za was, bo nie ja jestem autorem tego poradnika Wink]. Potem kilka kropli krwi na krzaka i po sprawie (ten sposób jest lepszy bo włosy może wiatr rozwalić albo co a krew gdzieś pod liściem jest najlepsza). I nie radzę podcinać żył bo nie spalicie towaru Smile.

    Mrówki - ja miałem plantację koło mrowiska, więc to był dla mnie problem - mrówki zjadły kilka liści w sumie. “Gościówa” dała mi w ogrodniczym preparat, ale działał on tylko około miesiąca a potem znowu atakowały. Dobrym sposobem jest posypanie mrowiska solą (podobno, bo ja nie testowałem).

    Pajączki - miałem ich dziesiątki jak nie setki na krzakach, swoimi pajęczynami zaginają liście, ale ja je olałem i nic się nie stało, uznałem, że nie widzę mrówek łażących po krzaku odkąd one na nim są (a pojawiły się późno) więc zostawiłem je w spokoju, ale jak ktoś martwi się, że zagięte liście łapią za mało słońca to ponoć jest na nie jakiś preparat, radzę zapytać w ogrodniczym, ale ja tam je lubię Smile. [p: choć czasami pojawiają się takie malutkie, białe pajączki (ang. Spidermites), które cholernie szybko się rozmnażają. Stanowią one niekiedy duży problem w uprawach “indoor", ale na "podwórku” mają naturalnych wrogów i nie powinniście się nimi za bardzo martwić]


    10. Przycinanie



    Kiedy krzaki mają około 3 tygodnie należy oberwać sama końcówkę krzaka [p: lepiej obciąć np. żyletką lub małymi, ostrymi nożyczkami] (ja obrywam jak maja 4-5 tygodni, lepiej) potem dokonać jeszcze 1-3 przycięć, średnio co 3-4 tygodnie wszystkich czubków rozgałęzień (nie obrywać liści i pamiętać ze obrywa się tylko sam czubeczek, jak najmniej, a nie pół gałęzi - najlepiej jest obciąć końcówkę mniej więcej 1cm nad ostatnimi liśćmi). Powoduje to większe rozgałęzianie się krzaków i zdaniem większości hodowców jest wtedy więcej towaru [p: możecie przycinać, ale nie stresujcie roślinki za bardzo, bo spowolni swój wzrost na jakiś czas]. Dużym plusem jest to, że osiągają wtedy mniejsza wysokość i nie są aż tak widoczne, co powoduje, że “mendy” mają mniejszą szansę na ich znalezienie, a my mamy mniejszą szanse na grzywnę lub “odsiadkę” Smile.


    11. Męskie i żeńskie osobniki marihuany



    Zależnie od gatunku marihuany przez nas posadzonej w okresie miedzy lipcem-sierpniem krzaki zaczynają kwitnąć. Wtedy można rozpoznać które krzaki są męskie a które żeńskie. Tutaj decyzję musicie podjąć wy, czy wyrwać męskie krzaki i mieć dobry towar, czy zostawić je żeby zapłodniły żeńskie i mieć tysiące nasion ale trochę słabszy materiał. Ja jestem zwolennikiem wyrywania męskich i robienia z nich “makumby” Smile) albo skrętów palonych raczej dla smaku i przyjemności niż jakiegoś odurzenia się, bo jak wiadomo męskie krzaki maja za mało THC. No ale fakt faktem, że kumple którzy palą codziennie ostatnio spalili po kilka liści z Afghana zamówionego z Holandii i pokopało. Już nie mogę się doczekać jaką moc będą miały w związku z tym topy ale myślę, że będą ostro wymiatać.

    a) Jak rozróżnić czy krzak jest męski czy żeński?
    I tu będziecie mieć duży problem.... a nawet bardzo duży. Najlepiej proponuję poszukanie tego tematu https://forum.nasionakonopi.pl/112,pl...czy-meska.html więc niektórzy mogą mieć problemy. Zanim zaczniecie zadawać pytania, najpierw dokładnie je przeszukajcie forum, jest duże prawdopodobieństwo, że ktoś już zadał pytanie na które szukacie odpowiedzi]. W zarysie wygląda to tak, że męskie krzaki mają małe kuleczki, a żeńskie coś jakby włoski. Na początku pojawia się to na samym szczycie rośliny, wyrasta tuż nad najwyższymi listkami. W tym okresie jak chcemy mieć dobry “siuwax” musimy często odwiedzać krzaki, tak długo aż będziemy mieć 100% pewność, że ten to męski a ten to żeński i że wyrwaliśmy tego co trzeba. Do tego trzeba mieć trochę praktyki, dopiero wtedy będziecie do końca czaić o co chodzi, jak tylko zobaczycie krzaki takie i takie, i będziecie potrafili rozróżnić co trzeba wyrwać.

    b) Co zrobić z męskim krzakiem?
    W sumie ma to mało wspólnego z hodowaniem, ale dam wam dobrą radę - wyrwijcie cały razem z korzeniami [p: korzenie możecie sobie podarować ;-P]. Umyjcie zimną wodą. Wrzućcie do garczka, zalejcie 1-2 litrami mleka, dodajcie trochę tłuszczu (np. masła). Gotujcie to ciągle mieszając przez 30 min. Odcedźcie i wyrzućcie wygotowaną ganje. Z mleka które zostało (sporo się wygotowuje od 25-50%) zróbcie kakao (pyszny czekoladowo-marihuanowy smak, mniam, mniam) lub budyń (też ponoć pyszny, ale ja nigdy nie miałem cierpliwości żeby zrobić budyń tylko od razu piłem kakao bo szybciej się to robi). Wypijcie lub zjedzcie i zaczekajcie 1-2 h. Kop niesamowity, czegoś takiego nawet się nie spodziewacie. Oczywiście wszystko zależy od waszej kreatywności, możecie z tego mleka zrobić ciasto (i poczęstować rodzinkę Wink albo cokolwiek co robi się z mleka. Wiem, że dużo z was znało ten sposób, ale to dla początkujących, więc napisałem.

    c) Jak mieć trochę nasion a nie zniszczyć towaru?
    Kiedy już widzisz, że jakiś krzaczek jest męski, a nie chcesz zepsuć całego towaru nasionami, to lecisz do sklepu i kupujesz jedwab lub nylon (biały obowiązkowo bo przepuszcza on dużo światła), robisz z niego worek (sklejając silikonem) tylko szczelny żeby nic nie wyleciało i przykrywasz nim gałązki krzaka na których są męskie kwiaty albo nakładając je na same kwiaty. Męskie kwiaty pękają i wylatuje ten pyłek. Następnie osadza się on na jedwabiu i nie zapładnia roślin. Wyrywasz wtedy całego męskiego (nie zdejmując jedwabiu!) i wynosisz gdzieś dalej od krzaków. Potem obcinasz czubek jedwabiu tak żeby zmieścił się na gałązkę i nakładasz na jedną gałązkę żeńskiego (tylko uważaj żeby nie zsypać z niego pyłku na inne gałązki). Dzięki temu będziesz miał nasiona tylko na jednej gałązce i będzie ich wystarczająco a nie zmarnujesz reszty towaru. Możesz też nałożyć ten pyłek pędzelkiem itp. ale pamiętaj, że trzeba być ostrożnym, żeby nie zasypać całego krzaka.


    12. Zbiory (nareszcie Smile)


    To chyba najprzyjemniejsza część hodowli marihuany i myślę, że wszyscy się ze mną zgodzą Smile. Przeważnie towarek jest gotowy zależnie od gatunku hodowanego przez nas zioła we wrześniu lub październiku. W tym okresie uważnie obserwujemy krzaki, kiedy więcej kwiatów zakwitło (zmieniło kolor), niż pojawia się nowych (na początku są białe a potem zależnie od gatunku zmieniają kolor [p: na pomarańczowy/bursztynowy/fioletowy]), przystępujemy do zbiorów. Wyrywamy wszystkie liście i albo:
    - rozdajemy je przyjaciołom Smile
    - wyrzucamy Sad
    - robimy tak jak w punkcie 11b z męskim Smile)
    - zostawiamy sobie na pamiątkę (i idziemy siedzieć za posiadanie prawie nic nie wartych liści Smile
    Tak więc robicie z tym co chcecie, bo to nie liście są ważne a kwiaty, które zostały na łodydze bo zebraniu liści (wiem, że 95% z was to wie, ale zawsze jest ktoś początkujący). Te wieszacie, razem z łodygą, w przewiewnym miejscu i suszycie. Są też inne metody suszenia jak np. w mikrofali (może się zapalić a wtedy łeb do mikrofali i wdychanie na miejscu, nie polecam), w piekarniku (strasznie suche wychodzi i do bani w smaku [p: poza tym THC paruje i zioło obniża drastycznie swoją moc]) itp. ale ja nie polecam bo każda inna metoda ma mnóstwo wad. Pamiętajcie o oberwaniu liści przed suszeniem bo poprzyklejają się do topów i syf będzie. Liście mają baaaaardzo mało THC. [p: niektórzy oddzielają liście dopiero po suszeniu, bo liście podczas transportu i suszenia okrywają “topy” i uniemożliwiają przypadkowe zbieranie żywicy z kwiatów]


    źródło (klik)

    Przeczytaj o tym więcej:

    0 0

  2. Post #2
    Jak uprawiac marihuane> Rzeczy ktorych potrzebujesz do jej wychodowania:
    nasiona marihuany,
    około 20 litrowa donica na każdą roślinę,
    duże odosobnione pomieszczenie np. strych lub piwnica,
    ziemia,
    ciemne światło lub białe, w zależności od tego jaki rodzaj nasion posiadasz.

    1.Napełnij donice ziemią. Ziemia powinna być bogata w azotany i wilgotna, ale całkowicie wolna od pestycydów i oczyszczona z robaków.

    2.Umieść nasiona w donicy na głębokości około 1,5 cm. W jednej donicy na początek możesz posiać około 10 nasion, ponieważ prawdopodobnie nie wszystkie wykiełkują.

    3.Podlej nasiona. Uważaj żeby nie nalać zbyt dużo wody, bo nasiona wypłyną do wierzchu. Ziemia w doniczkach powinna być tylko lekko zroszona, najlepiej podlewać ją konewką z sitkiem.

    4.Ustaw doniczki w osobnym pomieszczeniu. Na suficie zamontuj ciemne światło. Światło powinno być włączone przynajmniej przez 12 godzin na dobę. Jeżeli twoje roślinki słabo rosną przedłuż czas ich oświetlania.

    5.Rośliny potrzebują jak najwięcej światła (najlepsze jest oczywiście światło słoneczne). Aby zapewnić maksymalną ilość światła pomaluj pomieszczenie białą farbą lub wyłóż ściany folią aluminiową. Dzięki temu światło będzie lepiej rozpraszane i będzie jaśniej.

    6.Pomieszczenie powinno być dobrze wentylowane i mieć stały dostęp do świeżego powietrza jednak temperatura nie może być niższa niż 25 - 30 stopni C.

    7.Kiedy rośliny wykiełkują, przerwij je. Pozostaw tylko te największe, najdorodniejsze. Przerzedzenie roślin w doniczce spowoduje szybszy wzrost tych wybranych.

    8.Dbaj o to by ziemia w doniczkach pozostawała cały czas wilgotna i naświetlaj roślinę regularnie, ciemnym światłem dzięki temu szybko urośnie i dojrzeje. Dorosła roślina osiąga wysokość do 1,5 metra.

    Male wskazowki: Podczas uprawy utrzymuj jednakową temperaturę pomieszczenia, najlepiej około 25-30oC.
    Trzymają swoją roślinę tak by nikt nie mógł jej zobaczyć.
    Marihuana jest nielegalna, więc uprawianie jej jest karane prawem.
    0 0

  3. Post #3
    Wczoraj takiego samego posta napisalem tylko nie pamietam gdzie Hodowla marihuany.

    edit: Twój post poleciał do kosza - nie dubluj tematów !
    http://pl.20dollars2surf.com/?ref=518456 Kliknij

    http://www.youtube.com/watch?v=pinX0...layer_embedded
    Przekonany co raz bardziej w mozliwosci mojej grupy inwestycja niech sie zwróci nagle psy wjazd do puchy W sumie to na farcie szybciej niz myslalem tutaj tamte plany co i wtedy ale malo komu ufam
    Zaufanym pozdrowienia chuj do dupy dla frajera nie inaczej szczescia cena o policji mysle jebac! Doceniam zaufanie cisne z kurwa zyje dalej.
    0 0

Forum oparte o skrypt vBulletin © Przypominamy iż nasza witryna jest prowadzona w charakterze wyłącznie informacyjnym. Strona prowadzona jest w języku polskim lecz nie propagujemy żadnych działań nakłaniających do łamania przepisów w Polsce. Pozostając na stronie oświadczasz iż znasz treść obowiązującej ustawy antynarkotykowej i wszystkie informacje znajdujące się tu wykorzystasz tylko i wyłącznie jako materiały edukacyjne na terenie Rzeczpospolitej Polskiej. Pliki ciasteczek mogą zostać zapisane zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.

Copyright 2010 - 2016 © Forum NasionaKonopi.pl